02.09.2011 15:29 Wiek: 6 yrs
Kategoria: Literatura
Autor: Jeffrey Miller

Napastowanie seksualne przez kobiety

...Nie jestem wyjątkiem; jest nas bardzo wielu, wykorzystywanych w dzieciństwie przez napastujące nas kobiety...


To mężczyźni są oprawcami
Mężczyźni nie mogą być ofiarami
Ofiarami są kobiety
Kobiety nie mogą być oprawcami

Te mity wyrzucają seksualnie wykorzystanych przez kobiety ludzi poza obręb wiarygodności i zainteresowania. Wciąż pełno jest tych przekonań w literaturze na temat kazirodztwa, molestowania dzieci i zdrowienia. Bez względu na to, czy chodzi o nadużycia jawne czy niejawne, kontaktowe czy bezkontaktowe, każdy molestowany przez kobietę tak samo potrzebuje, by inni usłyszeli i potwierdzili horror, jaki przeszedł. Szuka autorytetów zdolnych przyjąć to do wiadomości, lecz z reguły spotyka się z zaprzeczaniem.

W książkach dających odpowiedź na problem nadużyć seksualnych, ofiary kobiet, zarówno płci męskiej jak i żeńskiej, znajdują tyle wsparcia i pociechy w, ile wody na pustyni. Zamiast otrzymać narzędzia zdrowienia, spotykają się ? tak jak ja ? z zaprzeczaniem, atakami i zawstydzaniem ze strony uznanych ekspertów od zdrowienia z kazirodztwa. Dokładnie tak samo, jak działo się wtedy, w naszych rodzinach.

Zamknij się
Kłamiesz
Fantazjujesz, bo pewnie chciałbyś
To nie żadne nadużycie, ale miłość
Kobiety tego nie robią. Tylko mężczyźni

Czasami to pomijanie molestowania przez kobiety jest subtelne i polega na wyjęciu spod lupy tego zagadnienia lub ignorowaniu przez literaturę uważającą się za całościowy ogląd. Pamiętam, jak przyjaciółka poleciła mi książkę ? pionierskie opracowanie z zakresu seksualnych nadużyć na dzieciach ? i poczułem zawód tą okrojoną perspektywą. Autorki nie tylko zwalniają nie napastującego rodzica ? w ich ujęciu kobietę ? z jakiejkolwiek odpowiedzialności za krzywdę dziecka i nie tylko zupełnie ignorują istnienie pedofilek. Oddalają w cień nas, mężczyzn wiktymizowanych przez kobiety, udając nie tylko, że nie cierpimy znacząco, ale że nie istniejemy, a jeśli ? to w tak małej liczbie, że nie warto o nas wspominać.

Aż mnie nosiło ze złości. Moja przyjaciółka, będąca ?klasycznym? przypadkiem kazirodztwa ? oprawcami byli starszy brat i ojciec ? nie zauważała tej nierówności. Książki przemawiały do jej potrzeby potwierdzenia prawdy, ale ignorowały moją. Nie lubię potępiać autorów, lecz to ich ekskluzywne nastawienie mocno mi szkodziło, gdyż nie tylko ignorowało mnie i mój ból, ale milcząco stwierdzało, że problem kazirodztwa na linii kobieta-chłopiec w ogóle nie istnieje.

Przypadkowo obejrzałem ?Breaking the Silence? ? jedyny chyba film mówiący o kazirodztwie matka-syn. Zaintrygował mnie tytuł, więc zerknąłem w programie TV na krótką zajawkę, która ledwie musnęła ten temat. Film szedł w najniższym paśmie oglądalności i nigdzie go nie zapowiadano ? inaczej niż w przypadku filmów o kazirodztwie mężczyzna-córka, które tradycyjnie są wcześniej reklamowane.

?Breaking the Silence? potraktowano tak, jakby to był niesmaczny obowiązek, emitując ten film w depresji głębokiej nocy, choć według mnie trzyma on solidny poziom, zarówno pod względem treści jak formy i dużo bardziej wart jest obejrzenia niż większość telewizyjnego chłamu, pozującego na światłą społecznie i artystycznie kinematografię.

Programów, jakie oglądałem na temat radzenia sobie z tradycyjną formą kazirodztwa (ojciec-córeczka) nie umiem zliczyć, ale wciąż czekam na ten, który opowie o mężczyznach wykorzystywanych w dzieciństwie przez opiekujące się nimi kobiety.

Płakałem ze szczęścia, gdy dwa i pół roku temu znalazłem pierwszą książkę napisaną specjalnie dla ofiar płci męskiej ? Mike Lew, Victims No Longer. Przedtem moimi jedynymi pomocami były, napisane przez kobiety i dla kobiet, książki oparte na modelu: męski oprawca, żeńska ofiara przemocy seksualnej, i przekładałem je sobie na model odwrotny, pasujący do moich doświadczeń. To jakoś działało. Nie byłem jednak w stanie oddzielić się od klimatu wściekłości na mężczyzn, jaki przepajał większość tych prac, od subtelnego zawstydzania i od ? czasem umyślnego, czasem nieświadomego ? traktowania wszystkich nas jak oprawców.

Ton tych książek przypominał mi głos mojej pedofilskiej matki, która, molestując i gwałcąc swych synków, potępiała wszystkich facetów jako urodzone potwory. Głos ten matka przejęła po mojej babce, która też nas gwałciła, jej wnuki. Matka dobierała sobie przyjaciółki korespondujące z jej nienawiścią do mężczyzn, jak choćby sąsiadka, która wzięła mnie sobie do łóżka gdy miałem czternaście lat, zabijając się dwa miesiące później.

Mam potrzebę słuchania głosów przyjaźniej traktujących moje doświadczenia, i dziś, trzy lata po publikacji książki Mike?a Lew?a, mężczyźni wykorzystani w dzieciństwie już zaczynają tworzyć bibliografię na temat naszych wspólnych doświadczeń. O ile wiem, do dziś jednak nie ma ani jednej publikacji przemawiającej specjalnie do ofiar nadużyć seksualnych popełnianych przez kobiety ? ofiar zarówno płci męskiej jak i żeńskiej. Żadnej pracy, która bez ogródek ukazałaby prawdę, że wiele niewiast molestuje swoje i nie swoje dzieci, ani która przebadałaby subtelniejsze, pasywno-agresywne zło, jakim jest rodzic, który sam nie napastuje, ale albo poprzez czynne wystawianie albo ochoczą niewiedzę pozwala, by do tych nieszczęść dochodziło. Dynamika oprawcy seksualnego została już dokładnie opisana, ale nagminnie, drugi rodzic wciąż jest ? częściowo lub całkowicie ? zwalniany ze współodpowiedzialności i traktowany jako jeszcze jedna ?ofiara.?

Lista zlekceważeń i zaniechań jest długa. Wymieniam kilka, by naświetlić problem i bardziej zajmę się ich przyczynami.

Ze względu na powszechny zakaz mówienia o kazirodztwie oraz milczące pozwolenie molestowania gwarantowane przez absurdalną opinię, że dzieci są własnością dorosłych, łatwym celem obwiniania jest społeczeństwo jako całość. Bez względu na płeć ofiar i oprawców, wszyscy musimy zwalczać ignorancję, uprzedzenia, ciszę i ostracyzm, opowiadając o swych traumatycznych historiach i zdrowieniu.

Mimo to klimat panuje wciąż taki, że ofiara wykorzystania seksualnego przez mężczyznę znajduje kanały wymieniania się z innymi tą prawdą ? kanały, którymi może zaświadczyć o swoich ranach i brać udział w debatach na temat powstrzymania tej przemocy. Nie ma jednak takich kanałów dla ofiar wykorzystanych przez kobiety.

Myślę, że charakter wykluczenia ofiar kobiet z pola badań traumatologii jest dużo głębszy, niż tradycyjny nacisk społeczny na wyciszanie tematu wykorzystywania dzieci. Częściowo uprzedzenie to pochodzi z idealizowania kobiecości ? z poglądu, że niewiasty są niezdolne do przemocy samej w sobie, a zwłaszcza do przemocy seksualnej wobec własnego potomstwa. Zarówno społeczeństwo w ogóle, jak też, w dużym stopniu, twórcy wielu obecnych teorii psychologicznych, zdają się być ślepi naprawdę, o jaką ujawniają zastępy męskich i żeńskich ofiar wykorzystanych przez matki, babki, ciotki, niańki, siostry przedszkolanki, itd.

Niezdolność spojrzenia w oczy prawdzie o intruzywności seksualnej wielu kobiet pochodzi z czegoś więcej, niż z ich idealizowania. Oczywiście, wskutek uwarunkowań fizycznych, męscy oprawcy zostawiają bardziej widoczne ślady. Ich nadużycia mają dratyczniejsze formy: wdzierający się penis rozrywa ciało i zostawia blizny. Tymczasem, gdy matka masturbuje pięciolatka, zmusza go by robił jej minetę, czy gdy onanizuje się jego rączką, nie zostawia na nim fizycznych okaleczeń, a okaleczeń emocjonalnych i duchowych prawo nie jest w stanie zidentyfikować, zmierzyć ani ukarać.

Charakter nadużyć seksualnych popełnianych przez kobiety jest z natury trudniejszy do rozpoznania i zakwalifikowania, niż tych ze strony mężczyzn. Penetracja versus wchłanianie, jawność versus ukrycie. Kobietom łatwiej też schować swoje nadużycia za zasłoną normalnych czynności pielęgnacyjnych, troski lub czułości. Na przykład moja matka bez problemów wyjaśniała stymulujące znęcanie się nad moimi genitaliami tym, że musi mnie kąpać, a w swej dokładności może czasem się zagalopuje.

Nie musiała tłumaczyć swoich dewiacyjnych zachowań do momentu, gdy ją skonfrontowałem, bo nikt się o mnie nie upominał, nikt mnie nie chronił i nikt by mi nigdy nie uwierzył, gdybym ośmielił się ją oskarżyć.

Ofiary płci męskiej muszą przebić się przez powszechne lecz fałszywe przekonanie, że wciągnięcie chłopca w seks przez znacznie starszą kobietę jest dla niego wymarzoną inicjacją, zwłaszcza gdy brak między nimi pokrewieństwa. W zetknięciu z tym mitem wiele razy musiałem zadawać ludziom pytanie: ?Jeśli odwrócisz sytuację, to seks trzydziestoparolatka z ?chętną? czternastolatką uznasz za gwałt czy za romantyczną i chcianą przez nią inicjację? Każdy odpowiadał: ?gwałt.? Zamień płeć oprawcy i ofiary, a standardy etyczno-moralne zaraz się wyostrzą.

Jak miałem czternaście lat, nie dało mi to ?szczęścia.? Wcale nie cieszyło mnie takie wprowadzenie w męskość. Czułęm, że nie mogę się tym przed nikim pochwalić. Zostałam uwiedziony i zgwałcony przez kobietę o dużo większej sile i doświadczeniu i do dziś dnia borykam się z konsekwencjami. Wcale nie są one łagodniejsze niż u kobiet molestowanych jako dziewczynki przez mężczyzn. Tymczasem moja wiktymizacja nie jest ani rozumiana przez ogół, ani przyjmowana do wiadomości, a kłamstwa, jakie przerabiają ją na szczęśliwą inicjację, brzmią dla mnie tak samo fałszywie i raniąco, jak racjonalizacje oprawców.

Zaprzeczanie istnieniu kobiet-pedofilek jest czymś więcej, niż tylko prostym idealizowaniem kobiet czy zaprzeczaniem przez świat kazirodztwu. Wgrywa się tu dużo przewrotniejsza i wredna siła ? ciemna strona politycznej poprawności wielu pionierów zdrowienia z kazirodztwa.

Nie mogę tego udowodnić ani podać nazwisk, gdyż tylko nieliczni autorzy zostawiają dowody celowego pominięcia i uprzedzeń. Mogę jedynie dzielić się moją opinią.

Zasadnicza, przełomowa praca, ujawniająca szerokie pasmo skrytych napaści seksualnych, dokonana została (i wciąż jest dokonywana) przez kobiety zaangażowane w przemianę społeczeństwa aktywnie je dyskryminującego i tworzącego brutalny system ich wykorzystywania.

Przy okazji budzenia się z tego bardzo rzeczywistego holokaustu, wkradło się w media subtelne demonizowanie mężczyzn i równoległe, równie niesłuszne uświęcanie kobiet. To one, określające się mianem feministek, wprowadziły spaczony obraz kazirodczej dynamiki, według którego płeć żeńska jest wyłącznie ofiarą patriarchatu i nie popełnia dewiacyjnych przestępstw seksualnych.

Mam wielką wdzięczność dla kobiet, które pierwsze przebiły mur zaprzeczania i otworzyły drogę do ocalenia. Wątpię, czy przeżyłbym do tego czasu, gdyby nie przetarły szlaku, którym wydobyłem się z otchłani kazirodztwa, jednak z drugiej strony czuję złość na sytuację wykluczenia mężczyzn jako ofiar molestowanych przez oprawców płci żeńskiej. Nie wątpię, że oprawcami częściej są mężczyźni niż kobiety, ale to nie może zasłaniać faktu, że robią to również te drugie.

Sieć generalizacji, przypisująca całą oprawczość osobnikom płci męskiej, bez względu na ich indywidualne postępowanie, celowo służy ich głębszemu ? w pewien sposób nobliwemu ? zawstydzaniu i obwinianiu, by wymusić na nich konieczną przemianę. Ma to jednak destrukcyjny efekt uboczny, gdyż chowa molestujące i gwałcące kobiety pod maską ich rzekomej niezdolności do takich czynów ? pod przeświadczeniem, że pedofilia się ich nie ima ze względu na płeć.

Uważam, że matki chrzestne dzisiejszego zdrowienia z traumy kazirodczej, dlatego zignorowały tę sprawę (świadomie bądź nieświadomie), bo dopuszczenie faktu, że kobiety też molestują dzieci, oznaczałoby przekreślenie przekonania o wyższości moralnej i etycznej płci żeńskiej nad męską. Nikt nie lubi procesu przekopywania się przez we własne ciemne strony; wolimy raczej projektować je na innych. Ponieważ siedemdziesiąt procent oprawców seksualnych to osoby, które w dzieciństwie same doznały nadużyć tego typu, niemożliwe jest, by kobiety w ogóle nie były dotknięte tą kompulsją, gdyż wskutek mechanizmu introjekcji aktywnego w dynamice nadużyć, musiały wchłonąć to zło aż na dno duszy.

Odmienna płeć nie zapewnia naturalnej odporności na odreagowywanie gniewu ani na tzw. przymus powtarzania, choć to prawda, że kobiety częściej odreagowują traumę do wewnątrz, a mężczyźni ? na zewnątrz. Nie wszystkie jednak kierują tę złość przeciwko sobie. Moja babka napastowała seksualnie najpierw swoją córkę, moją matkę, a ta z kolei mnie, zresztą na zmianę z tą pierwszą. Także babka od strony ojca molestowała go w dzieciństwie i w efekcie on też mnie zdradził. Co działo się w poprzednich pokoleniach, tylko mogę się domyślać. Ja nikogo nie molestowałem i przypisuję to cudowi oraz sobie, a nie płci. Jestem przecież mężczyzną ? tym, którego piętnuje dzisiejsza ortodoksja ? jednak to tamte zainfekowane kazirodztwem kobiety, roznosiły tę zarazę dalej.

Nie jestem wyjątkiem; jest nas bardzo wielu, wykorzystywanych w dzieciństwie przez napastujące nas kobiety. Jednak nasze głosy wciąż nikną (w najlepszym razie) w kakofonii narracji skrzywdzonych kobiet, lub (w najgorszym) są celowo wyciszane.

Istnienie ludzi głęboko zranionych seksualnie przez kobiety jest nieomylnym dowodem, że rodzą się one z potencjałem do pełnego pasma ludzkich zachowań. Ta bolesna ironia zadaje kłam dogmatom wyznawanym przez spory segment zajmujących się nadużyciami specjalistów, psychoterapeutów, lektorów, jak i przez samą społeczność zdrowiejących osób. Dlatego ofiara kobiet, która decyduje się przerwać milczenie, jest często zawstydzana i odprawiana z kwitkiem przez tych, którzy skądinąd są najlepiej wyposażeni w zdolności pomocy pod względem zdrowienia z kazirodztwa.

Jest to tragiczna rewiktymizacja, jakiej często doznajemy od osób, po których spodziewamy się najlepszego zrozumienia i wsparcia. Dzieje się tak dlatego, że nasze zranienia wciąż są ?niepoprawne politycznie,? bo podważają opinię, że tzw. słaba płeć nie stwarza dewiacyjnego zagrożenia.

Byłoby szczęściem i niesłychaną ulgą, gdybyśmy mogli ograniczyć nasze lęki do mężczyzn ? gdybyśmy mogli tylko ich się wystrzegać i tylko ich obwiniać. Byłoby świetnie mieć pewność, że nasze dzieci są bezpieczne, gdy skierujemy czujne oczy tylko na jedną płeć ? pewność, że mamy plecy chronione przez silne i niezłomne moralnie kobiety. Och, gdybyż tylko tak było? Ale i ty, i ja, wiemy dobrze, że kobiety też molestują. Dlatego i ty, i ja, musimy o tym mówić. Musimy wyświetlić całą prawdę.


Kontakt do nas!

KONIEC MILCZENIA - Stowarzyszenie Pomocy Dorosłym Ofiarom Nadużyć Seksualnych w Dzieciństwie

ul. Balladyny 1/26
02-501 Warszawa

tel.: 507 707 689
e-mail: kontakt@koniecmilczenia.pl